Proces powstawania strony www nie jest tak prosty jak mogłoby się wydawać. Tu nie wystarczy rzucić hasła „zróbmy stronę za xxx zł”. Nawet oszacowanie kosztu produkcji serwisu internetowego wymaga przedyskutowania wielu kwestii, począwszy od samej struktury strony i funkcjonalności, poprzez wizję layoutu, ilość wersji językowych, wyjaśnienie na jakim oprogramowaniu strona zostanie stworzona a także zorientowanie się czy niezbędna będzie integracja z jakimś systemem CRM, czy chociażby z systemem PIM. Każde z wymienionych ma inną specyfikację a co za tym idzie wdrożenie każdego rozwiązania to inny koszt. Często nawet integracja z zewnętrznymi systemami nie jest niezbędna.

Jak wiadomo klienci są różni, jedni wymagają wszystkiego „od ręki”, inni mają swoją wizję i potrzebują osoby która wcieli ją w życie, a jeszcze inni sami nie są pewni którą drogą chcieliby pójść. Najlepszą odpowiedzią na potrzeby tych wszystkich osób jest… edukacja. Tak, spotkanie, na którym klient jest wprowadzony w metodologię projektową, gdzie wyjaśni mu się sposób w jaki powstają strony, jest najlepszym rozwiązaniem. Mimo, iż ze strony wykonawcy jest to dodatkowy koszt (czas pracowników oddelegowanych na takie spotkanie) to jednak koszt ten szybko się zwraca, gdyż takie projekty szybciej i łatwiej się zamykają.

Jak wygląda sam proces? Od briefingu, ustalenia wszystkich, nawet tych najdrobniejszych szczegółów, poprzez akceptację projektów graficznych podstron, aż do wdrożenia wersji testowej, testów i uruchomienia serwisu na serwerze produkcyjnym. Brzmi prosto? Owszem, natomiast na każdym z tych etapów pojawiają się komplikacje. Ważne, aby klient postrzegał całą pracę nad stroną jako całość, której poszczególne elementy mają wpływ na dalsze etapy. Holistyczne spojrzenie bardzo ułatwi omawianie projektu już na etapie graficznym.

Kolejny etap czyli etap wdrożeniowy – to czas pozornej „ciszy”. Zespół programistów pracuje nad pocięciem projektu i zakodowaniem go kawałek po kawałku w funkcjonalną całość. Na tym etapie komunikacja z klientem często zamiera, gdyż klient nie widzi prowadzonych prac. Widoki pokazywane są na bieżąco, kodowane podstrony już nie. Na tym etapie wychodzą także braki (jeżeli takowe były) w ustaleniach pierwotnych. Tutaj, w powodzeniu tego etapu kluczową rolę odgrywa komunikacja kreacji z developerami. Pojawiają się także pytania do klienta np. o qadresy mailowe niezbędne do podpięcia formularzy, czy nawet prośby o dookreślenie pewnych funkcjonalności. Nawet w najprostszym projekcie prowadzonym przez najbardziej doświadczony zespół takie rzeczy się pojawiają.

Testy, czyli gdzie dzieje się magia. Często kiedy „u nas działa” u klienta niekoniecznie i na odwrót 😊 Wiadomo, że klient też zawsze zgłasza uwagi/poprawki. Czy są one zasadne czy kompletnie pozaprojektowe (podlegające osobnej wycenie) to zupełnie inna kwestia. Jednak one są, były i będą. Tutaj bardzo „delikatnym” można nazwać moment, w którym pracując nad jednym elementem, wpływamy na inny element strony, który nagle się „psuje”. Wiadomo (dla nas – specjalistów – wiadomo :D), że dopóki poprawka nie zostanie dokończona, takie rzeczy są normalne. Natomiast klient, który testuje stronę i patrzy na coś takiego widzi to zgoła inaczej niż zespól. Tutaj zimną krew oraz nerwy na wodzy musi trzymać zwłaszcza project manager. Przy takich sytuacjach właśnie wychodzą plusy wcześniejszego przeszkolenia klienta. Jeżeli klient jest świadomy i wie dlaczego obecnie dzieje się tak a nie inaczej, nie patrzy na usterkę przez pryzmat „zepsuło się”, a bardziej w kontekście „w trakcie budowy”.

Reasumując – mając klientów, którzy dysponują chociaż częścią wiedzy projektowej, praca może być czystą przyjemnością. Jeżeli zaś nie przeszkolimy klienta i nie ma on pojęcia o tym co aktualnie się dzieje i dlaczego, możemy mieć problemy. Od przykrej i nerwowej komunikacji z klientem aż do wypowiedzenia umowy (niestety, takie przypadki się zdarzają) Co ciekawe – jest to nasza wina, nie klienta. On ma prawo nie wiedzieć, my jako specjaliści, powinniśmy zadbać o to, żeby tę wiedzę posiadał.